Facebook Share

piątek, 11 lipca 2014

Romeo i Julia

Piszesz do mnie słowami piosenek, filmów, książek jakbyś się bał siebie, swojej oczywistości. Ryzyko rezerwujesz tylko dla życia zawodowego, nie mieszasz go ze sferą prywatną bo nie warto(?) Szaleństwo ukryłeś głęboko, bo obraz mężczyzny domowego, ojca, męża powinien być stabilny i bez skazy. Zapominasz tylko o jednym, nasze życie jest krótkoterminowe, dzieci rosną, przybywa nam zmarszczek, problemy były i będą zawsze, bo gdy jedne odchodzą na ich miejsce pojawiają się natychmiast następne i nie da się ich wszystkich usunąć jednocześnie. Ludzie są trudni, pokomplikowani w swej naturze, czasem nie trzeba rozumieć drugiej strony wystarczy być. Tłumaczenie że życie codzienne zabija miłość jest banałem dla tchórzy, pożądanie nie jest zakładnikiem kłamstwa i nocy, może zdarzyć się w stałej relacji dwojga ludzi, którzy wierzą w to samo. Pewnie skupiłeś się na fragmencie" Żeby historia nigdy się nie skończyła, nie może się zacząć", bo tak prościej nikt nie zostanie zraniony odpryskiem cudzej namiętności. A ja w swoim szaleństwie, naiwności, idealizmie (?) kupuję dialog: "-Romeo i Julia. Są zakochani ale nie wolno im być razem. -Nie martw się, będą zakochani przez całą wieczność.- Wieczność jest dla frajerów". Pewnie można siedzieć na wygodnej kanapie, ciesząc się ze swoich osiągnięć, bezpiecznej sumy w banku, sączyć dobry rocznik i odgrzewać ciepłe wspomnienia. Marzyć o czymś co już zaszło mgłą naszej ułomnej pamięci, o kimś kto już tak daleko nam się oddalił, że byłoby nam ciężko go rozpoznać. Jesteśmy samotni, prawie wszyscy, których znam. Kupujemy dobre samochody, latamy w odległe zakątki, uciekamy w sport czy pasje a wieczorami, jesteśmy znowu cholernie samotni na tej swojej wygodnej kanapie czujemy to całkiem niewygodnie. 
Nie wiem kto ma rację, chyba nie o rację zresztą tu chodzi. Mój świat dawno przekroczył kanon bezpiecznych kompromisów, ochronić bliskich się nie da przed własnymi demonami. Idealni rodzice nie istnieją, mogą być tylko mądrzy, którzy pomogą wstać po upadku, bo błędy każdy popełniać musi, a skoro miłość jest najważniejsza to czy można wszystko inne stawiać ponad nią i ciągle czekać?


Świat wypadł mi z moich rąk
Jakoś tak nie jest mi nawet żal
Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja też
Chyba tak chciałem przez cały czas, lecz
Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie
Wieje wiatr, pachnie wiosną i wiem
Że ty łatwo tak zgodziłaś na to się i
Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie
Jeśli kiedyś wybrać będę mógł jak to zrobić

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć z miłości
Nie na krześle, nie we śnie
Nie w spokoju i nie w dzień
Nie chcę łatwo, nie za sto lat
Chciałbym umrzeć z miłości
Nie bez bólu i nie w domu
Nie chcę szybko i nie chcę młodo
Nie szczęśliwie i wśród bliskich
Chciałbym umrzeć z miłości

Myslovitz "Chciałbym umrzeć z miłości".

niedziela, 9 lutego 2014

Iphony nie mają słuchawek

- Witaj, dawno Cię nie słyszałam i nie ukrywam, było mi z tym spokojniej.
- Przepraszam, musiałem.
- Rozumiem, zima była taka długa. Jesteś chory?
- Trochę się zaziębiłem, siedziałem sporo w domu i tak sobie myślałem....
- Że znowu Cię uratuję?
- Sam nie wiem, jak to jest, ja nie mam prawa prosić o nic, ale wiem, że chcę dzwonić tylko do Ciebie
- Schlebiasz mi, kiedyś mdlałabym do słuchawki
- Kiedyś byłaś dzieckiem, które uwierzyłoby w każdy bajer
- Kiedyś miałam marzenia, ale przyszedł Rumcajs i je ukradł
- Przestań! Zimno mi.
- Widziałam długoterminową prognozę, nie martw się będzie na plusie.
- To dobrze. Co u Ciebie?
- Nic się nie zmieniło. Jest bezpiecznie, spokojnie...
- I nudno.
- To Ty to powiedziałeś. A u Ciebie?
- Constans, nie ma wzlotów ani tragedii...
- Czyli nudno.
- Tego bym nie powiedział, czas tak szybko leci, nie wiem tylko czy coś mi nie umyka, czy czegoś nie zgubiłem.
- Wiesz, wyrwałam wczoraj dwa siwe włosy. Niby nic, przecież jestem pogodzona a jednak zabolało trochę jakbym przechodziła na druga stronę lustra.
- Przestań, nie muszę Cię widzieć żeby stwierdzić, że jesteś jeszcze piękniejsza. W Twoich oczach jest to czego nie mogłem dostrzec 20 lat temu
- Co Ty możesz wiedzieć, nie widziałeś mnie tak długo. Zachowałeś w pamięci mglisty obraz kogoś, kogo nie ma
- Wiem, że jesteś i ta świadomość daje powód by nie zwariować
- A ja do cholery wariuję, za każdym razem kiedy mnie z mojego spokojnego świata wyrywasz! Nie stopniał jeszcze śnieg, trzeba było zaczekać do krokusów, przebiśniegów, wiosennych treli moreli....
- Daj już spokój, na pewno masz teraz wypieki i ciemniejszą tęczówkę, uwielbiam Cię taką. Poza tym wiosną byłoby zbyt banalnie, wszystko wygląda na lepsze niż w rzeczywistości. A Ty teraz jesteś taka blada, bez witamin, niedospana i znerwicowana...
- O właśnie, dlatego rzucę teraz głośno słuchawką!
- Iphony nie mają słuchawek. 





czwartek, 28 listopada 2013

Uważny Sybaryta

     Dzisiaj się lenię, z początku miałam ogromne poczucie winy. Jak można się lenić skoro Warszawa na przekór chmurom i mżawce pędzi pod wiatr. Autobusy kursują prawie punktualnie, na skrzyżowaniu ze światłami starsza Pani walczy z leciwym parasolem, para studentów biegnie przez kałuże gubiąc po drodze zapach dusznego akademika, warzywniak otworzono punktualnie, a wyświecone owoce marzną ułożone równiutko w skrzynkach patrząc lękliwie na poranny zgiełk. Prasa do kiosku dostarczona, pan z pieskiem wyszedł na porannego papierosa, zaspane dzieci wloką swoje małe stopy do szkół, nawet developer utytłany w świeżym błocie nie zwalnia tempa licząc do przodu zyski. Do mojej słuchawki szepcze miły głos "Jedź ze mną do Budapesztu...", dziś nie mogę, lenię się. 
   Zamknęłam oczy na bałagan w kuchni, został jedyny kubek do kawy, który w zupełności wystarczy. Otworzyłam oczy dopiero na kanapie i przyglądam się niebu, którego brak. Szczelnie pokryły go sino-białe chmury i dostrzec tylko potrafię jak wiatr heroicznie próbuje je przegonić. Ricardo oszalał, mały syn ptasi całkiem irracjonalnie rozwija swój hymn o miłości do słońca. Myślę sobie jest tyle rzeczy do zrobienia: dowód osobisty z nowym meldunkiem, zdjęcia z lewym uchem razy dwa plus cztery biometryczne takie bez uśmiechu, kapelusza i wyrazu, całkiem wymięta lista prezentów do zrealizowania, świece i gniazdo pod zapalniczkę w samochodzie, spotkanie z agentem nieruchomości, maile czekające na odpowiedź, przeterminowane przelewy oraz blejtram do nowego obrazu dla przyjaciela...
Bezkarnie odwlekam w czasie wszystkie obowiązki spisane na czarnej tablicy, odwróciłam się do niej tyłem, piję cynamonową kawę. 
    Zastanawiam się, czy można się lenić bez poczucia winy, czy świadomość, że inni zmagają się z całym światem nie dyscyplinuje szerzącego się hedonizmu. Jest taka myśl "Lenistwo to nic więcej jak zwyczaj odpoczywania, zanim się zmęczysz" Jules Renard.- kolejne usprawiedliwienie, przeczuwając że moje lenistwo trwać nie może wiecznie tym bardziej zamierzam je celebrować.
"Musisz wiedzieć kiedy być leniwym, jest to forma sztuki która przynosi korzyści wszystkim, jeśli się ją prawidłowo stosuje"Nicholas Sparks. Oczywiście pominąwszy wszystkie wynalazki, które bez lenistwa by nie powstały, karierę N. Dyzmy i leniwych przemyśleń zamienionych na literaturę powinien może powstać podręcznik "prawidłowe zastosowanie bumelowania" dla tych oczywiście, którzy wyobraźni nie posiadają. Na szczęście są tacy, których leniuchowania nie trzeba uczyć, dla których samotne słuchanie radia zmieszanego z "ricardowskim trelem", obserwowanie pędzącego świata i porządkowanie zbłąkanych myśli jest twórczym sybarytyzmem, po który bez lęku sięgać potrafią.

piątek, 8 listopada 2013

U nas nie pada

       Jestem po drugiej stronie lustra, piję herbatę z królikiem i kotem, a w zasadzie tylko z jego głową, bo cała reszta przestała istnieć. 
Dobrze mi, mogę pić tę cholerną herbatę całe życie byle dalej od Ciebie i tego deszczu. Zmęczyłam się czekaniem na lepszy moment, nasze życia popłynęły w dwie różne strony, wiatr nam nie sprzyjał. Wyhodowałam w swoim ogrodzie piękne lilie. Kot ich nie lubi, pobrudził sobie koszulę kiedy rozkwitły i wszystkie je pościnał. Pamiętasz wysłałam je wtedy w koszyku wraz z obłędnym ich zapachem, z dedykacją dla Twojej żony, pomyślałeś, że jestem złośliwa, a to nie tak...
   Kiedy siedziałam w kinie i oglądałam długi film bez tytułu moje oczy napełniły się łzami, wszyscy myśleli, że się wzruszam, a ja byłam wściekła. Te wszystkie długie filmy ze smutną muzyką opowiadają o nas, nie sposób tego nie dostrzec, też tak masz? No widzisz, uciekać możemy wszędzie, ale od siebie nie oddalimy się o krok. Królik mówił, że szybko biegam jak na dziewczynę, że mi się uda jeśli tylko zechcę, widocznie chcę za mało. 
  Włożyłam dzisiaj tę czerwoną sukienkę, w której mówiłeś że wyglądam jeszcze szczuplej ale wylałam na nią herbatę i chłopaki ubrali mnie w t-shirt, czasem myślę, że przy nich zamieniam się w faceta. Gramy często w karty, bluźnimy, a do herbatki dolewamy za dużo rumu i wtedy chcę wracać, a oni mnie gonią po całej łące. Kiedy już się zmęczymy bieganiem padamy na przerośniętą trawę pod płotem i patrzymy w niebo. Każdy widzi w chmurach co chce, obłoki przypominają zwierzęta, statki, twarze a ja, widzę w każdym obłoku Ciebie...
  Pada? W takim razie tu zostaję, u nas nie trzeba prosić o słońce, pogoda nie jest dla bogaczy. Nie wolno mi Ciebie zapraszać, Kot miałby mi za złe, ale gdybyś chciał możesz zajrzeć przez dziurkę od klucza.

czwartek, 24 października 2013

Przy piątku będę wulgarna

          Sąsiad jak zwykle patrzy przez okienko, punktualnie 8:15 kot przechodzi płot. Pan bez zęba pali przed bramą faję, robota nie zając, nie ucieknie. Tematy wspólnotowe po prostu olewam, korporacyjne towarzystwo ma na wszystko wyjebane, dzieci nie mają, po co im plac zabaw. Pan taksówkarz z twarzą ziemniaka omdlewa na klaksonie bo ma mercedesa, a ulica jest tylko jedna. Wielki Developer ma jeszcze większe betoniarki, wywrotki i dźwigi zamknął nam drogę i wykopał rowy melioracyjne, w których tonie zwierzyna, Straż Miejska tylko straszy, w końcu od tego jest. Frustracja za frustracją jak psie kupy na trawniku, mamy psa i mamy gówno szkoda tylko że nie posprzątane, ale parki są przecież niczyje i pamiętają jeszcze komunę. W pustym kinie na świetnym filmie, Pani o twarzy pomarszczonej śliwki robi mi jazdę o nogi na siedzeniu, biedna sfrustrowana kobieta, a przyszła z fajnym facetem mogliby nawet poszaleć w ciemności, a ja bym się skupiła na swoich nogach i filmie. Ktoś ukradł klamkę w siłowni i zakosił dwie suszarki, kibel miał fantazyjny deseń. Pizza dzisiaj była dobra, ale Pan mnie oszukał bo, patrząc na moje buty ocenił zasobność portfela. Skasowali też parking przed piekarnią, bo mieszkańcom przeszkadzał, a teraz pieczywo jest dla wybranych lub ryzykantów którzy parkują na przystanku autobusowym. Brzydkie kobiety ubierają się jeszcze brzydziej i zakładają tanie buty na wysokich obcasach, w których nie potrafią chodzić i mają szybko haluksy. Z rodziną pięknie wychodzi się na zdjęciu, choć moja mama do fotogenicznych nie należy, więc nawet to nam nie wychodzi.
   
  Pakuję dziś walizki, rzucam to w cholerę kierunek: daleko stąd, jadę w stronę słońca, do pięknych i uśmiechniętych ludzi, których psy nie srają, a dzieci nie krzyczą. Jak już mi się znudzi wata cukrowa, ocean i syreni śpiew wrócę znowu trochę się ubrudzić. Żegnaj Warszawko!

wtorek, 8 października 2013

Przyniosła mi jesień tęsknotę

         Minęły wakacje takie proste, banalne w swojej radosnej beztrosce. Myślałam tylko trochę, najczęściej czując zapach wody, potu i słońca kiedy nieświadomie wracałam do tych wakacji nad jeziorem... Po lecie wróciły żmudne rytuały, gonitwa i smród miasta. Lecą na łeb na szyję pożółkłe liście, słońce się oszczędza, a tęsknota łasi się do mojego sfilcowanego płaszcza. Zapomniałam już, że siedziałam Ci kiedyś w parku na kolanach, całkiem po ciemku wykradałam Cię nocy. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że nie uda nam się zapomnieć. W zasadzie nie chciałabym nic, może tylko potrzymać w dłoniach Twoją głowę, objąć ją wraz ze wszystkimi myślami, przytulić, zagarnąć do siebie zdjąć ten cały znoszony ciężar. Mam wiele czułości, która przychodzi tak nagle, czasem w ciągu dnia na skrzyżowaniu Czerniakowskiej z Gagarina to znów późną nocą przy dźwiękach "Antony and the Johnsons". Pewnie zdajesz sobie sprawę, że zupełnie nie zasługujesz na tą atencję i w zasadzie lepiej by było gdybym wyjechała z naszego miasta...

   Nie mogę spać, ogarnia mnie ckliwość, którą idiotycznie w sobie pielęgnuję. Trochę jak te "ołtarzyki" na osiedlu Piaski. Pod potłuczonym szkłem ułożona kompozycja z kwiatów, wciśnięta w brudną ziemię w nadziei, że sekretnie ocaleje przysypana trawą. Ciągle sprawdzam, czy nadal istnieje, odkopuję z kurzu i odtwarzam z wielką precyzją jej intensywność, kolor, sens. Sens? Sensu przecież jest całkiem pozbawione, to przecież nikomu nie potrzebne, sentymentalne bajanie o czymś, co nie miało prawa się zdarzyć. Zimno mi, możesz mi podać koc? Będę Ci mruczeć jak kot, nalej mi tylko herbaty imbirowej jeśli chcesz możemy pomilczeć, wymienić słowa na muzykę niczym w kantorze pozbywając się niepotrzebnej waluty. To jak, usiądziesz tu ze mną pod kocem?

piątek, 13 września 2013

Nigdy nie medytuj w rozkroku

             Stoję całkiem w rozkroku, na dwóch łódkach próbuję utrzymać równowagę choć dobrze wiem, że tak się płynąć nie da. Podwinęłam spódnicę mimo, że mama przed wyjazdem radziła ubrać spodnie, bo wilgoć i komary. Zapomniałam kapelusza, a mogło być tak stylowo i romantycznie, zamiast tego kołtun i popalone włosy. A fryzjer mnie uprzedzał, oliwka na końcówki i ta odżywka nawilżająca z makadamią za 200 złotych, proszę pamiętać, zapomniałam. Wzięłam ze sobą książki ale proszków nie spakowałam, lekarz mnie upomni "nie wolno przerywać kuracji!". Nie zamknęłam okna w domu, znowu wiatr będzie hulał i może jeszcze mnie obrabują, czy ubezpieczyłam się od kradzieży? 
Ale płynę dalej, odganiam się od tych myśli, przyjacielskich podszeptów. Usiłuję się skupić na wiosłowaniu nie zapominając o widokach, zielona toń, rybna woń ech jak tu pięknie! 
      Zaraz zaraz, miałam przecież medytować, czy uda się medytacja w rozkroku, podobno można wszędzie. Zaraz jak to było, radzili mi przymknąć oczy, wszystkie dźwięki to mantry, w środku Budda po prawej ojciec po lewej matka a może odwrotnie? Nie, nie dam rady, muszę płynąć nie da się płynąć w rozkroku z zamkniętymi oczami. Miałam być ładna, bo teraz tylko ciało się liczy, a tu znowu zapomniałam o kosmetyczce a paznokcie odpryśnięte. Znowu nawaliłam z samodyscypliną, nie biegałam już od miesiąca, ale może ujdzie mi na sucho, przecież płynę, wiosłowanie to też wysiłek. A może faktycznie piękny umysł zastąpi botoks i fryzjera, piszą tyle o tym w tych grubych książkach. Rozmawiałam z Pati W. na ten temat i prawie mnie przekonała tylko jak wyszłam od niej, to rzuciły mi się na oczy te wszystkie chude szprychy z idealnie dobranymi twarzami, skapitulowałam. 
    Stoję znowu w rozkroku między swoim niebieskim światem, a światem czerwonym przekonanym o swojej słuszności i za cholerę nie mogę odebrać telefonu, bo wypadł mi z plecaka, a może ktoś by mi doradził, jak płynąć w dwóch kolorach na raz, a zamiast tego słyszę: bulbulbul....