Wystąpił błąd w tym gadżecie.

piątek, 22 maja 2015

Gwiazdy świecą samotnie


J: Wiesz ludzie dzielą się na Winnersów i Losersów i właściwie to tylko od Ciebie zależy do kogo chcesz przynależeć. Losers będzie czekał, aż problem rozwiąże się sam, Winners podejdzie ambicjonalnie, zadaniowo zacznie działać, aby osiągnąć cel.

O: Ale ja nie należę do żadnej z tych grup.

Ja: Co masz na myśli?

O: Ja to wszystko olewam, rozumiesz?! Nie przeskoczę rzeczywistości, nie przekonam wszystkich, że hajs nie jest najważniejszy, dla niektórych nie ma już ratunku.

J; Ok wiem do czego zmierzasz.... A haos, który panuje wokół nas, czy to nie odzwierciedlenie naszej duszy, bałaganu wewnętrznego? Jeśli nie potrafimy uładzić rzeczywistości, żyć estetycznie, w sposób usystematyzowany to przecież marne mamy szanse na poukładanie, spełnienie, szczęście

O: Mogę Ci mnożyć przykłady tych poukładanych zewnętrznie, z pięknymi domami, ogrodami, żonami i psami którzy po nocach szukają wrażeń. Korporacyjne śpiewki nie robią na mnie wrażenia

J: Czemu się złościsz?

O: Bo mówisz nie swoim językiem, znowu ktoś Ci namieszał w głowie, przecież wiem, że sama tego nie wymyśliłaś. Musisz podążać swoją drogą, a Ty ciągle stoisz między oczekiwaniami, a poczuciem winy

J: Może masz rację, wychowywano mnie na grzeczną dziewczynkę co to dygnie, poprosi, przeprosi i cichutko zaczeka aż dorośli się wypowiedzą, a ja miałam w sobie tyle ukrytego buntu! To pokutuje do dziś w moim myśleniu, stąd te dylematy, wybuchy złości czasem rozczarowania. Chciałabym żyć inaczej ale się boje.

O: Ty się boisz?! Przecież Ty jesteś gwiazdą, świecisz własnym światłem, mężczyźni jedzą Ci z ręki, a kobiety...

J: Kobiety mnie nienawidzą.

O: To za mocno, one Ci zazdroszczą stąd te złośliwości i brak akceptacji, ale jak się już przekonałaś silne kobiety potrafią Cię polubić, przebić się przez Twoją prowokującą powierzchowność. 
Mówiłaś o haosie, Ty jesteś chodzącym haosem, pełno wokół Ciebie szumu.

J: Ja, haosem?! To, że zdarzają mi się różne przygody, a życie mnie wciąż zaskakuje nie ma nic wspólnego z haosem. Mam poukładane życie, zorganizowałam sobie piękną, wygodną przestrzeń i staram się trzymać określonego planu

O: Jasne, tego się trzymajmy. Poukładana Gwiazda szuka Haosu, bo jej czyściutki wyprasowany świat pachnie samotnością. Kobieto wyjdź z tej kapsuły i się wytarzaj, pobrudź i zacznij oddychać!

J: To było złośliwe.

O: Pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć, ja powiem Ci prawdę nawet tę niepopularną, bo...

J: Wiem, nie kończ.



wtorek, 17 lutego 2015

Godzina

       Dostałam, nową, czyściutką, niewygniecioną czasem, okrągłą godzinę. Pomyślałam, takiej okazji nie przepuszczę i wrócę, choć na chwilę. Moje myśli wciąż płyną, a tyle w głowie historii nieuchwyconych, niezapisanych, które bezpowrotnie uleciały. Złapałam godzinę trochę tak jak się łapie gorączkę, okazję czy muchę w locie. Na dupie usiąść nie mogę, od dobrego roku kręcę się już nie w około własnej osi, a dalej poza bezpieczeństwo moich ulic, poza miasto, poza kraj. Wkrótce lotnisko, tak niegdyś niepokojące w swoich procedurach, stanie się bezpieczną przystanią moich myśli, proceduralną rutyną odpraw, kontroli i boardingów chwilką oddechu i wewnętrznego dialogu. Po cholerę tak pędzę? Przecież to czego szukam dawno już zakwitło na mojej ziemi, pod moim nosem, roztaczając hipnotyzującą woń łudząco przypominającą maciejkę na nocnym balkonie. 
Ciągle wypytuję przyjaciół, niejako w potrzebie potwierdzenia swoich pragnień, o słuszność decyzji, wyborów i ciągle słyszę jedno: " za Ciebie nie przeżyjemy życia..." tak to jedyna słuszna odpowiedź, zatem uciekam od odpowiedzialności? Boję się własnego szczęścia, ryzykownych wyborów? Szukam gwaranta spełnienia oraz potwierdzenia stałości uczuć? Jakie to naiwne, jakie krótkowzroczne, przecież nie mam już osiemnastu lat, przecież wiele już widziałam. Zatem pakuję po raz setny walizkę z gumy, dopychając kolanem wierząc, że zmieszczę w niej wszystko: nadzieję, miłość, spokój i czułość, niekończące się marzenia, młodość, spełnienie...pakuję i jak zazwyczaj domknąć nie mogę, bo ciągle coś się wysypuje, nie mieści i kruszy. A tak bym chciała wylecieć, może już  nie musieć wrócić, ale ciągle wracam, po coś czego zapomniałam, bo do tej walizki zmieścić się  nie da wszystkiego, a kontrola bezlitosna i ciągle coś każą wyjmować i wyrzucać do kosza, bo podejrzane. I tak się snuję po tym świecie, słucham historii obcych ludzi, żegnam się i witam, zadziwiam nad innością świata, a wszyscy mi zazdroszczą, cmokają i w milczeniu słuchają jak to egzotycznie i daleko znowu mnie pognało i czemu nie zostałam skoro tak pięknie...

piątek, 11 lipca 2014

Romeo i Julia

Piszesz do mnie słowami piosenek, filmów, książek jakbyś się bał siebie, swojej oczywistości. Ryzyko rezerwujesz tylko dla życia zawodowego, nie mieszasz go ze sferą prywatną bo nie warto(?) Szaleństwo ukryłeś głęboko, bo obraz mężczyzny domowego, ojca, męża powinien być stabilny i bez skazy. Zapominasz tylko o jednym, nasze życie jest krótkoterminowe, dzieci rosną, przybywa nam zmarszczek, problemy były i będą zawsze, bo gdy jedne odchodzą na ich miejsce pojawiają się natychmiast następne i nie da się ich wszystkich usunąć jednocześnie. Ludzie są trudni, pokomplikowani w swej naturze, czasem nie trzeba rozumieć drugiej strony wystarczy być. Tłumaczenie że życie codzienne zabija miłość jest banałem dla tchórzy, pożądanie nie jest zakładnikiem kłamstwa i nocy, może zdarzyć się w stałej relacji dwojga ludzi, którzy wierzą w to samo. Pewnie skupiłeś się na fragmencie" Żeby historia nigdy się nie skończyła, nie może się zacząć", bo tak prościej nikt nie zostanie zraniony odpryskiem cudzej namiętności. A ja w swoim szaleństwie, naiwności, idealizmie (?) kupuję dialog: "-Romeo i Julia. Są zakochani ale nie wolno im być razem. -Nie martw się, będą zakochani przez całą wieczność.- Wieczność jest dla frajerów". Pewnie można siedzieć na wygodnej kanapie, ciesząc się ze swoich osiągnięć, bezpiecznej sumy w banku, sączyć dobry rocznik i odgrzewać ciepłe wspomnienia. Marzyć o czymś co już zaszło mgłą naszej ułomnej pamięci, o kimś kto już tak daleko nam się oddalił, że byłoby nam ciężko go rozpoznać. Jesteśmy samotni, prawie wszyscy, których znam. Kupujemy dobre samochody, latamy w odległe zakątki, uciekamy w sport czy pasje a wieczorami, jesteśmy znowu cholernie samotni na tej swojej wygodnej kanapie czujemy to całkiem niewygodnie. 
Nie wiem kto ma rację, chyba nie o rację zresztą tu chodzi. Mój świat dawno przekroczył kanon bezpiecznych kompromisów, ochronić bliskich się nie da przed własnymi demonami. Idealni rodzice nie istnieją, mogą być tylko mądrzy, którzy pomogą wstać po upadku, bo błędy każdy popełniać musi, a skoro miłość jest najważniejsza to czy można wszystko inne stawiać ponad nią i ciągle czekać?


Świat wypadł mi z moich rąk
Jakoś tak nie jest mi nawet żal
Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja też
Chyba tak chciałem przez cały czas, lecz
Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie
Wieje wiatr, pachnie wiosną i wiem
Że ty łatwo tak zgodziłaś na to się i
Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć przy tobie
Jeśli kiedyś wybrać będę mógł jak to zrobić

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem
Chciałbym umrzeć z miłości
Nie na krześle, nie we śnie
Nie w spokoju i nie w dzień
Nie chcę łatwo, nie za sto lat
Chciałbym umrzeć z miłości
Nie bez bólu i nie w domu
Nie chcę szybko i nie chcę młodo
Nie szczęśliwie i wśród bliskich
Chciałbym umrzeć z miłości

Myslovitz "Chciałbym umrzeć z miłości".

niedziela, 9 lutego 2014

Iphony nie mają słuchawek

- Witaj, dawno Cię nie słyszałam i nie ukrywam, było mi z tym spokojniej.
- Przepraszam, musiałem.
- Rozumiem, zima była taka długa. Jesteś chory?
- Trochę się zaziębiłem, siedziałem sporo w domu i tak sobie myślałem....
- Że znowu Cię uratuję?
- Sam nie wiem, jak to jest, ja nie mam prawa prosić o nic, ale wiem, że chcę dzwonić tylko do Ciebie
- Schlebiasz mi, kiedyś mdlałabym do słuchawki
- Kiedyś byłaś dzieckiem, które uwierzyłoby w każdy bajer
- Kiedyś miałam marzenia, ale przyszedł Rumcajs i je ukradł
- Przestań! Zimno mi.
- Widziałam długoterminową prognozę, nie martw się będzie na plusie.
- To dobrze. Co u Ciebie?
- Nic się nie zmieniło. Jest bezpiecznie, spokojnie...
- I nudno.
- To Ty to powiedziałeś. A u Ciebie?
- Constans, nie ma wzlotów ani tragedii...
- Czyli nudno.
- Tego bym nie powiedział, czas tak szybko leci, nie wiem tylko czy coś mi nie umyka, czy czegoś nie zgubiłem.
- Wiesz, wyrwałam wczoraj dwa siwe włosy. Niby nic, przecież jestem pogodzona a jednak zabolało trochę jakbym przechodziła na druga stronę lustra.
- Przestań, nie muszę Cię widzieć żeby stwierdzić, że jesteś jeszcze piękniejsza. W Twoich oczach jest to czego nie mogłem dostrzec 20 lat temu
- Co Ty możesz wiedzieć, nie widziałeś mnie tak długo. Zachowałeś w pamięci mglisty obraz kogoś, kogo nie ma
- Wiem, że jesteś i ta świadomość daje powód by nie zwariować
- A ja do cholery wariuję, za każdym razem kiedy mnie z mojego spokojnego świata wyrywasz! Nie stopniał jeszcze śnieg, trzeba było zaczekać do krokusów, przebiśniegów, wiosennych treli moreli....
- Daj już spokój, na pewno masz teraz wypieki i ciemniejszą tęczówkę, uwielbiam Cię taką. Poza tym wiosną byłoby zbyt banalnie, wszystko wygląda na lepsze niż w rzeczywistości. A Ty teraz jesteś taka blada, bez witamin, niedospana i znerwicowana...
- O właśnie, dlatego rzucę teraz głośno słuchawką!
- Iphony nie mają słuchawek. 





czwartek, 28 listopada 2013

Uważny Sybaryta

     Dzisiaj się lenię, z początku miałam ogromne poczucie winy. Jak można się lenić skoro Warszawa na przekór chmurom i mżawce pędzi pod wiatr. Autobusy kursują prawie punktualnie, na skrzyżowaniu ze światłami starsza Pani walczy z leciwym parasolem, para studentów biegnie przez kałuże gubiąc po drodze zapach dusznego akademika, warzywniak otworzono punktualnie, a wyświecone owoce marzną ułożone równiutko w skrzynkach patrząc lękliwie na poranny zgiełk. Prasa do kiosku dostarczona, pan z pieskiem wyszedł na porannego papierosa, zaspane dzieci wloką swoje małe stopy do szkół, nawet developer utytłany w świeżym błocie nie zwalnia tempa licząc do przodu zyski. Do mojej słuchawki szepcze miły głos "Jedź ze mną do Budapesztu...", dziś nie mogę, lenię się. 
   Zamknęłam oczy na bałagan w kuchni, został jedyny kubek do kawy, który w zupełności wystarczy. Otworzyłam oczy dopiero na kanapie i przyglądam się niebu, którego brak. Szczelnie pokryły go sino-białe chmury i dostrzec tylko potrafię jak wiatr heroicznie próbuje je przegonić. Ricardo oszalał, mały syn ptasi całkiem irracjonalnie rozwija swój hymn o miłości do słońca. Myślę sobie jest tyle rzeczy do zrobienia: dowód osobisty z nowym meldunkiem, zdjęcia z lewym uchem razy dwa plus cztery biometryczne takie bez uśmiechu, kapelusza i wyrazu, całkiem wymięta lista prezentów do zrealizowania, świece i gniazdo pod zapalniczkę w samochodzie, spotkanie z agentem nieruchomości, maile czekające na odpowiedź, przeterminowane przelewy oraz blejtram do nowego obrazu dla przyjaciela...
Bezkarnie odwlekam w czasie wszystkie obowiązki spisane na czarnej tablicy, odwróciłam się do niej tyłem, piję cynamonową kawę. 
    Zastanawiam się, czy można się lenić bez poczucia winy, czy świadomość, że inni zmagają się z całym światem nie dyscyplinuje szerzącego się hedonizmu. Jest taka myśl "Lenistwo to nic więcej jak zwyczaj odpoczywania, zanim się zmęczysz" Jules Renard.- kolejne usprawiedliwienie, przeczuwając że moje lenistwo trwać nie może wiecznie tym bardziej zamierzam je celebrować.
"Musisz wiedzieć kiedy być leniwym, jest to forma sztuki która przynosi korzyści wszystkim, jeśli się ją prawidłowo stosuje"Nicholas Sparks. Oczywiście pominąwszy wszystkie wynalazki, które bez lenistwa by nie powstały, karierę N. Dyzmy i leniwych przemyśleń zamienionych na literaturę powinien może powstać podręcznik "prawidłowe zastosowanie bumelowania" dla tych oczywiście, którzy wyobraźni nie posiadają. Na szczęście są tacy, których leniuchowania nie trzeba uczyć, dla których samotne słuchanie radia zmieszanego z "ricardowskim trelem", obserwowanie pędzącego świata i porządkowanie zbłąkanych myśli jest twórczym sybarytyzmem, po który bez lęku sięgać potrafią.

piątek, 8 listopada 2013

U nas nie pada

       Jestem po drugiej stronie lustra, piję herbatę z królikiem i kotem, a w zasadzie tylko z jego głową, bo cała reszta przestała istnieć. 
Dobrze mi, mogę pić tę cholerną herbatę całe życie byle dalej od Ciebie i tego deszczu. Zmęczyłam się czekaniem na lepszy moment, nasze życia popłynęły w dwie różne strony, wiatr nam nie sprzyjał. Wyhodowałam w swoim ogrodzie piękne lilie. Kot ich nie lubi, pobrudził sobie koszulę kiedy rozkwitły i wszystkie je pościnał. Pamiętasz wysłałam je wtedy w koszyku wraz z obłędnym ich zapachem, z dedykacją dla Twojej żony, pomyślałeś, że jestem złośliwa, a to nie tak...
   Kiedy siedziałam w kinie i oglądałam długi film bez tytułu moje oczy napełniły się łzami, wszyscy myśleli, że się wzruszam, a ja byłam wściekła. Te wszystkie długie filmy ze smutną muzyką opowiadają o nas, nie sposób tego nie dostrzec, też tak masz? No widzisz, uciekać możemy wszędzie, ale od siebie nie oddalimy się o krok. Królik mówił, że szybko biegam jak na dziewczynę, że mi się uda jeśli tylko zechcę, widocznie chcę za mało. 
  Włożyłam dzisiaj tę czerwoną sukienkę, w której mówiłeś że wyglądam jeszcze szczuplej ale wylałam na nią herbatę i chłopaki ubrali mnie w t-shirt, czasem myślę, że przy nich zamieniam się w faceta. Gramy często w karty, bluźnimy, a do herbatki dolewamy za dużo rumu i wtedy chcę wracać, a oni mnie gonią po całej łące. Kiedy już się zmęczymy bieganiem padamy na przerośniętą trawę pod płotem i patrzymy w niebo. Każdy widzi w chmurach co chce, obłoki przypominają zwierzęta, statki, twarze a ja, widzę w każdym obłoku Ciebie...
  Pada? W takim razie tu zostaję, u nas nie trzeba prosić o słońce, pogoda nie jest dla bogaczy. Nie wolno mi Ciebie zapraszać, Kot miałby mi za złe, ale gdybyś chciał możesz zajrzeć przez dziurkę od klucza.

czwartek, 24 października 2013

Przy piątku będę wulgarna

          Sąsiad jak zwykle patrzy przez okienko, punktualnie 8:15 kot przechodzi płot. Pan bez zęba pali przed bramą faję, robota nie zając, nie ucieknie. Tematy wspólnotowe po prostu olewam, korporacyjne towarzystwo ma na wszystko wyjebane, dzieci nie mają, po co im plac zabaw. Pan taksówkarz z twarzą ziemniaka omdlewa na klaksonie bo ma mercedesa, a ulica jest tylko jedna. Wielki Developer ma jeszcze większe betoniarki, wywrotki i dźwigi zamknął nam drogę i wykopał rowy melioracyjne, w których tonie zwierzyna, Straż Miejska tylko straszy, w końcu od tego jest. Frustracja za frustracją jak psie kupy na trawniku, mamy psa i mamy gówno szkoda tylko że nie posprzątane, ale parki są przecież niczyje i pamiętają jeszcze komunę. W pustym kinie na świetnym filmie, Pani o twarzy pomarszczonej śliwki robi mi jazdę o nogi na siedzeniu, biedna sfrustrowana kobieta, a przyszła z fajnym facetem mogliby nawet poszaleć w ciemności, a ja bym się skupiła na swoich nogach i filmie. Ktoś ukradł klamkę w siłowni i zakosił dwie suszarki, kibel miał fantazyjny deseń. Pizza dzisiaj była dobra, ale Pan mnie oszukał bo, patrząc na moje buty ocenił zasobność portfela. Skasowali też parking przed piekarnią, bo mieszkańcom przeszkadzał, a teraz pieczywo jest dla wybranych lub ryzykantów którzy parkują na przystanku autobusowym. Brzydkie kobiety ubierają się jeszcze brzydziej i zakładają tanie buty na wysokich obcasach, w których nie potrafią chodzić i mają szybko haluksy. Z rodziną pięknie wychodzi się na zdjęciu, choć moja mama do fotogenicznych nie należy, więc nawet to nam nie wychodzi.
   
  Pakuję dziś walizki, rzucam to w cholerę kierunek: daleko stąd, jadę w stronę słońca, do pięknych i uśmiechniętych ludzi, których psy nie srają, a dzieci nie krzyczą. Jak już mi się znudzi wata cukrowa, ocean i syreni śpiew wrócę znowu trochę się ubrudzić. Żegnaj Warszawko!